Tego dnia pojechaliśmy zobaczyć Godafoss zwanego Wodospadem Bogów. Następnie udaliśmy się nad powstałe 2300 lat temu jezioro Mývatn – czwarte co do wielkości jezioro Islandii. Zobaczyliśmy tam tzw. pseudokratery, powstałe w wyniku hydrowulkanicznej eksplozji – ogrom wszędzie wciskających się muszek. Po krótkim przejeździe był spacer po Dimmuborgir – niezwykłym labiryncie utworzonym z lawy – chętni mogli wyglądać podobizn Trolli zastygłych w lawie. Obowiązkowa przerwa i kolejka do zdjęcia w dziurze. A w czasie przerwy na lunch mogliśmy tam spróbować chleba wypiekanego na polu lawowym – pychota! Następnie postój przy gorących błotach w okolicach wulkanu Krafla – ależ tam śmierdziało. To było jak powrót do lat dziecinnych, w których w Tarnobrzegu i okolicach czuć było smród zepsutych jaj – w końcu kopania siarki tu była. Na koniec dnia przejazd malowniczą trasą w kierunku najpotężniejszego wodospadu Europy – Dettifoss.











































































