Wjeżdżamy na Lofoty. Tak, te wymarzone Lofoty! Żeby się tam dostać od strony stałego lądu trzeba najpierw pokonać potężny most Tjeldsundet. Potem robi się już tylko lepiej. Zza każdego zakrętu drogi wita nas coraz piękniejszy widok. I nawet nisko wiszące chmury nie przeszkadzają a wręcz dodają uroku tym pejzażom. Zatrzymujemy się w wiosce Henningsvær na krótki spacer. A celem spaceru jest nie byle co! Najdalej na północ Europy wysunięte boisko piłkarskie. A smaczku dodaje świadomość, że to właśnie na tym boisku rozpoczął się odcinek specjalny The Grand Tour – Skandynawia. Czyli byłem tam, gdzie był i Clarkson, Hammond i May. 🙂
Potem przejazd i postój na piaszczystej plaży – obowiązkowo musiałem zamoczyć nogi. Powiedzieć, że woda była zimna – to jakby nic nie powiedzieć. Była lodowata! No i w końcu po długim dniu nocleg. W charakterystycznych czerwonych lofockich domkach.




















































